Rozdział X
Dodano: Sobota, 12 Grudnia 2009 13:38:38
Skomentuj: komentarze [11]


Wiem, że dawno nic nie dodawałam, ale straciłam wenę. Całkowicie. I tak cud, że coś napisałam. Przepraszam was. Nic nie zrobię. W dodatku tak długo musieliście czekać na ten rozdział. Najchętniej oddałabym to opowiadanie komuś innemu, ale chętnych brak. No i uprzedzam, że rozdział nie jest najlepszy, a nie wiem kiedy następny. Eh. Nie przedłużając, zapraszam do czytania.

Rozdział X


Nie wiem ile biegliśmy, czas nie miał dla nas żadnego znaczenia. Byłam wampirem, nie odczuwałam przecież zmęczenia, co najwyżej znużenie. Podróżowaliśmy tylko lasami, gdyż Tom omijał wszystkie miasta. Nie wiedziałam dlaczego jednak z drugiej strony, wcale mnie to nie interesowało. Byłam coraz bardziej obojętna na to, co się wokół mnie działo... Czułam, że wszystko straciło na znaczeniu, gdy odebrano mi moją wolność. Do tego miałam jeszcze wyrzuty sumienia, że tak łatwo się poddałam i ostatecznie udowodniłam zarówno sobie jak i wszystkim innym, że jestem słaba. Między mną a Tomem ciągle panowała nerwowa atmosfera, ale nie było się czemu dziwić. Starałam się usprawiedliwić moją decyzję tym, że zostałam do tego zmuszona i można rzec, że zostałam porwana. Najzwyczajniej w świecie, zrzuciłam na niego całą winę. Wampir na pewno wyczuł moje wrogie nastawienie do niego. Jedyną rozrywką, którą miałam, było poznawanie i opanowywanie swojego daru. Teraz, kiedy wiedziałam czym on tak naprawdę jest, używanie go, było coraz łatwiejsze. Niestety, jedyną istotą w okolicy, na której mogłam wszystko testować był czarnowłosy. Wiedziałam już, np. że wcale nie nazywa się Tom lecz Gaspar. Znałam część jego historii, pragnień. Jednak nie poinformowałam go o tych odkryciach. Nie miałam ku temu żadnemu powodu, a może bałam się jego reakcji? Eh, nie ważne. Nasz bieg trwał nieprzerwanie około dwóch dni, a ja byłam coraz lepsza w zagłębianiu się w jego umysł i podsuwaniu mu pewnych pomysłów. Tak, te chwile, gdy postanawiałam poeksperymentować i coś w nim zmieniałam, były zabawne. Przynajmniej dla mnie. Bo jego odczucia w tej kwestii nie miały dla mnie żadnego znaczenia. Drugiego dnia spostrzegłam w oddali wysokie zabudowania, uśmiechnęłam się szeroko, gdy dotarliśmy do bram jakiegoś miasta. Byłam ciekawa, czy właśnie to miejsce jest celem naszej podróży. Musiałam przyznać, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Szliśmy ulicami, a wokoło nas biegały małe dzieci, zachwycone, że ujrzały tak piękne istoty. Jedna dziewczynka, która niby przypadkowo złapała mnie za rękę, była łudząco podobna do Erin. Tak, za nimi również tęskniłam. Brakowało mi tej małej i słodkiej osóbki, oraz jej brata. Gdy tylko pomyślałam o Ethanie, od razu przypomniał mi się jego zarówno smutny jak i zmartwiony wzrok, gdy odchodziłam. Ciekawe czy oni też za mną tęsknią? Nie, na pewno nie. Przecież niedawno się widzieliśmy, prawda? Oni nie wiedzą jak wiele zdążyło się zmienić.
- Cholera – mruknęłam, a Gaspar spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Pokręciłam tylko przecząco głową, dając mu do zrozumienia, że to nic ważnego. Mimo, że dla mnie to było czymś bardzo ważnym, to dla niego była to zapewne jakaś błahostka, w końcu chodziło o ludzi - jedzenie. Właśnie uświadomiłam sobie, że widziałam ich dwa, czy trzy razy, a brakowało mi ich jak najbliższej rodziny. Tak, moja stara odchodziła już w zapomnienie, więc chyba chciałam znaleźć osoby, które mogłyby mi ich zastąpić. Z Liamem spędziłam równie niewiele czasu, a jednak chyba go… nie, to na pewno nie to. Przynajmniej taką miałam nadzieję.
- Jesteśmy na miejscu – z moich rozmyślań wyrwał mnie głos czarnowłosego. Spojrzałam na rozpościerający się przede mną widok, a następnie z powątpiewaniem na Gaspara. Czy on śmiał ze mnie żartować? Staliśmy przed jakąś malutką chatką, która miała już pewnie ze sto lat jak nie więcej i na pewno nigdy nie była remonotwana. Nie pasowała nawet do najstarszych budynków tego miasta, a otoczona przed dwa duże bloki, wyglądała co najmniej śmiesznie. Wampir roześmiał się widząc moją minę i nie mówiąc nic więcej, ruszył w stronę drzwi. Cóż miałam zrobić? Posłusznie ruszyłam za nim. Straciłam już wolność. Od teraz miałam być posłuszna. Otworzył drzwi, a następnie za pomocą pstryknięcia palcami, rozpalił wszystkie pochodnie rozwieszone na ścianach. Ujrzałam przed sobą ciągnące się w dół schody. Nie pytałam o nic, gdyż miałam dziwne przeczucie, że i tak nie odpowiedziałby mi na żadne moje pytanie. Schody były kręte i strome. Mimo, że byłam wampirem i poruszałam się cholernie cicho, to i tak te stare, spróchniałe deski uginały się pod naszym ciężarem wydając niemiłe dla ucha dźwięki. Tym samym, przeklinałam w myślach wyostrzony słuch, bo w takich momentach świetne zmysły naprawdę nie były niczym wartym pozazdroszczenia, gdyż oprócz bólu głowy miałam również odruchy wymiotne, ponieważ zapach zgnilizny i dziwnych, rozkładających się odpadków naprawdę był bardzo… odpychający. Łagodnie to określając. Po przejściu 200 schodków, które oczywiście z nudów policzyłam, doszliśmy na sam dół i stanęliśmy przed ogromnymi, żelaznymi drzwiami. Wampir wyjął z kieszeni jakiś klucz, który przekręcił w zamku, a następnie bez problemu otworzył drzwi. No tak, przecież był wampirem. To zapewne miało chronić tylko przed ciekawością ludzką. Zrobił kilka kroków na przód, a ja niczym mały, posłuszny piesek szłam za nim niczym cień. Pomieszczenie było jasno oświetlone, miało sporej wielkości rozmiary, a ściany wykonane były z jakiegoś metalu. Pośrodku stała kanapa oraz stół. Po prawej stronie za biurkiem siedziała jakaś piękna kobieta, która nawet na nas nie spojrzała, gdy weszliśmy. Pomieszczenie było mroczne i nieprzyjemne. Zdecydowanie chciałam wrócić do ciepłego i przytulnego mieszkania Liama.
- Witaj Elizabeth – usłyszałam męski głos. – Czekaliśmy na ciebie – dodał mężczyzna wyłaniając się z drzwi po prawej stronie. Był wysoki i miał długie, blond włosy. Duże, może nieco skośne oczy i mały, lekko zadarty nosek. Pełne usta ułożone były w lekki uśmiech, zapewne skierowany do mnie. Wyglądał jak młody bóg. Tak. Na myśl przychodził mi Dionizos*, którego mimo, że nigdy nie widziałam, to ten wampir zapewne bardzo go przypominał.
- Witaj Desmond – powiedział głośno Gaspar i udał się w stronę stojącego naprzeciw mnie wampira. Objął go ramieniem w geście przywitania, a następnie spojrzał na mnie. – Jak widzisz, udało mi się ją przekonać by do nas dołączyła – rzekł, szeroko się przy tym uśmiechając.
- Przekonać? Tak, jasne – mruknęłam poirytowana
- Lizzy, coś nie tak? – zapytał czarnowłosy, a na jego twarzy pojawił się nieco ironiczny uśmieszek .
- Nie mów tak to mnie! – warknęłam. – Nie było żadnego przekonywania. Próba zabicia mnie, zastraszenie i szantaż owszem, ale przekonywanie?!
- Cóż… każdy ma swoje sposoby – powiedział spokojnie, a jasnowłosy wampir cicho się roześmiał.
- Widzę, że przypadliście sobie do gustu – powiedział i uśmiechnął się do mnie przyjaźnie.
- Nie powiedziałabym.
- Lizzy! Słońce! – wykrzyknął udając zawiedzionego Gaspar – Myślałem, że coś między nami zaiskrzyło!
Spojrzałam na niego jak na skończonego idiotę, a następnie podeszłam do Desmonda i patrząc mu prosto w oczy zapytałam:
- Co teraz?
Niby zwyczajne pytanie, a kryło w sobie tak wiele moich wątpliwości. Jednak jasnowłosy wampir udając, że nie zrozumiał aluzji spojrzał na Gaspara i kazał mu zaprowadzić mnie do mojego pokoju, a kiedy już się przebiorę i wykąpię, czarnowłosy ma mnie oprowadzić po całym… ośrodku? W sumie, mniejsza o to. Gaspar ruszył w stronę drzwi, które znajdowały się naprzeciwko mnie. Znaleźliśmy się w zupełnie innym pomieszczeniu aniżeli to poprzednie. To było naprawdę… ładne i przyjemne. Wszystko urządzone w nowoczesnym stylu, białe ściany i ogromna, miękka i biała wykładzina. Przez ułamek sekundy pomyślałam, że może nie będzie aż tak źle? Weszliśmy na szklane chody, którymi skierowaliśmy się do góry. Pojawił się przede mną długi korytarz. Po prawej i lewej stronie, w równych odstępach znajdowały się drzwi do nieznanych mi pokoi.
- To twoi sąsiedzi. Wampiry o niezwykłych darach, które pracują dla nas. Od teraz jesteś jedną z nich – wyjaśnił.
Pokiwałam tylko głową na znak, że rozumiem.
- Twój pokój kryje się za ostatnimi drzwiami po prawej. Idź się umyj, przebierz i zaklimatyzuj, a ja za dwie godziny jestem u ciebie pod drzwiami i wszystko ci pokażę oraz wyjaśnię – poinstruował mnie, a ja posłusznie ruszyłam od ‘mojego pokoju’ wykonać wszystkie jego polecenia.
Gdy tylko zamknęłam drzwi westchnęłam głośno i opierając się plecami o drzwi zjechałam na dół, siadając na ziemi. Rękoma objęłam kolana. Poczułam się taka samotna. Dlaczego to wszystko musiało mnie spotkać? Tęskniłam za Liamem. Chyba nawet bardziej niż powinnam. Brakowało mi jego chłodnego głosu. Ciepła, które wyczuwałam, gdy był obok. Nawet jego humorków. Brakowało mi jego osoby. Tak bardzo, że gdybym mogła, to na pewno bym się rozpłakała. Jednak musiałam być silna, aby wrócić do Liama, aby go ocalić. Bo tego byłam już pewna, nie pozwolę mu zginąć. Chyba… chyba, że oni naprawdę mnie zmienią i zrobią ze mnie maszynę do zabijania. Nie mogłam pozwolić, aby zabili moje prawdziwe ja. Musiałam walczyć, choćbym upadła jeszcze i tysiąc razy, to musiałam mieć siłę, aby za każdym razem wstać. Podnieść się i dalej brnąć w to bagno. Niezależnie od wszystkiego musiałam przetrwać, zrobić to dla niego. Dla Liama. Tak, miałam mój cel. Wrócić do tego, który mnie przygarnął i wszystkiego nauczył. Wrócić i pozostać przy nim, nawet jako zabawka. Niestety, byłam świadoma tego, że to dopiero początek mojej drogi. Zapewne cholernie ciężkiej drogi.
- Dlaczego tak mi na tobie zależy? – wyszeptałam, myśląc o Liamie i przypominając sobie nasz pocałunek… Odruchowo dotknęłam palcami warg i delikatnie po nich przejechałam. Wspomnienie było takie świeże, realistyczne.
- Wrócę – obiecałam cicho, mimo że wiedziałam, iż on tej obietnicy nie słyszał. Miałam tylko nadzieję, że wie, iż go nie porzuciłam. Taką malutką nadzieję, która jeszcze się we mnie tliła. To dzięki niej miałam zamiar przeżyć następne dni, miesiące lub lata. Nie wiedziałam ile to potrwa. Nie wiedziałam niczego poza tym, że muszę dotrzymać obietnicy, a żeby to zrobić nie mogłam się nad sobą użalać. Podniosłam się gwałtownie z ziemi i ruszyłam do łazienki, która była ogromna. Duża wanna, prysznic, ubikacja oraz zlew – czyli podstawowe wyposażenie, wszystko było nowe. Cała łazienka wyglądała jakby ktoś dopiero ją zaprojektował, jakby czekała właśnie na mnie. Zieleń z żółcią były pięknie skomponowane. Mimo, że to tylko łazienka, to zrobiła na mnie naprawę ogromne wrażenie. Do tego okrągły, puchowy dywan na środku, na którym miałam ochotę się wręcz położyć. Szczoteczka do zębów, dwa ręczniki, kosmetyki. Była idealna. Szybko odkręciłam wodę w wannie i nalałam do niej nieco płynu, następnie pośpiesznie się rozebrałam i już chwilę później cieszyłam się ciepłą kąpielą. Siedziałam w wannie około godziny, myśląc nad tym, co powinnam dalej zrobić. Jednakże zdałam sobie sprawę z tego, że przecież lada moment i przyjdzie Gaspar. Więc szybko wyskoczyłam z wanny i pognałam do pokoju, aby się ubrać. Otworzyłam szafę i wyjęłam czarne, dopasowane spodnie oraz białą, luźną koszulę. Na nogi wciągnęłam czarne kozaki na dosyć wysokim obcasie a włosy związałam w kitkę. Chyba miałam jeszcze trochę czasu, więc rozsiadłam się wygodnie na jednym z dwóch foteli, dopiero teraz dokładniej przyglądając się mojemu nowemu mieszkanku. Ściany były kremowe. Naprzeciwko drzwi, po prawej stronie przy ścianie stało ogromne łoże z baldachimem, a obok niego szafka nocna. Ta. Ciekawe po co mi łóżko? Na środku pokoju stał mały stolik a po jego bokach – dwa jasne fotele. Na jednym właśnie siedziałam. Obrus na stoliku był fioletowy, a w białym wazonie stały tego samego koloru kwiaty. Przy ścianie, po lewej stronie od wejścia stała ogromna szafa z ubraniami, a zaraz obok mała z kosmetykami. Po prawej stronie stała jeszcze biblioteczka z jakimiś starymi księgami, a poza tym w pokoju wisiały dwa obrazy, a na ziemi leżał fioletowy dywan. Pokój był naprawdę śliczny, ale nie miałam zamiaru za niego dziękować. W końcu przyprowadzono mnie tu siłą, prawda? To prawie jakbym mieszkała w celi. I zanim zdążyłam pomyśleć coś jeszcze, usłyszałam ciche pukanie do drzwi, które następnie się otworzyły. Do pokoju wszedł czarnowłosy wampir i rozsiadł się na drugim fotelu, uważnie na mnie patrząc. Spojrzałam na niego gniewnie.
- Dlaczego tak się przyglądasz? – zapytałam oschle.
- Bo jesteś słodka – wyszeptał, nagle materializując się tuż przede mną i wyzywająco patrząc mi w oczy. Prychnęłam głośno i odwróciłam głowę. Nie miałam zamiaru mu dziękować za ten… komplement? Nie ważne co to było, niech mówi co chce i tak nie zmieni mojego nastawienia do swojej osoby.
- Chyba mieliśmy gdzieś iść, prawda? – rzekłam i spojrzałam na niego tak, że gdyby wzrok zabijał, to Gaspar byłby już trupem. Przynajmniej teoretycznie. W końcu był wampirem.
Wampir roześmiał się cicho.
- Tak Lizzy, już idziemy – powiedział i złapał mnie za rękę wstając i ciągnąc w stronę drzwi. Automatycznie się wyrwałam.
- Nie pozwalaj sobie – warknęłam bardziej zła na siebie, niż na niego. Dlaczego jego dotyk był taki przyjemny? Liam, myśl o Liamie – powtarzałam w myślach gorączkowo. Tak, miałam cel. Nie mogłam sobie pozwolić na żadną zmianę planów. Musiałam wrócić do Liama.
- Kotek ma pazurki – wyszeptał kpiąco wprost do mego ucha, a następnie nie zważając na to, że stoimy na korytarzu, przyparł mnie do ściany i gwałtownie pocałował, zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować. Już po chwili leżał na ziemi, oparty o przeciwległą ścianę, gdyż nagle go odepchnęłam.
- Zwariowałeś?! – wykrzyknęłam.
- Przepraszam – wyszeptał. – Naprawdę nie mogłem się powstrzymać. – rzekł i w tym momencie cała powaga zniknęła z jego twarzy i głosu. – Boże! Lizzy! Żebyś ty swoją minę widziała! – wykrzyknął, dusząc się śmiechem.
Spojrzałam na niego jak na idiotę. Czy… Czy to cholera jasna był jego żart? Jezu, z kim przyszło mi mieszkać i pracować? Jednakże opanowałam się i spojrzałam na niego z urazą i dumą. Przynajmniej miałam nadzieję, że tak to wyszło.
- Możemy już iść? – zapytałam.
Gaspar pokiwał twierdząco głową, nadal nieco rozbawiony sytuacją sprzed chwili, a następnie wstał z ziemi i ruszył przed siebie. Oczywiście podążyłam zaraz za nim. Dlaczego nie użyłam mojego daru? Przecież wtedy nie doszłoby do tego wszystkiego, prawda? Cholera, jak zwykle za późno pomyślałam. Szłam więc teraz za czarnowłosym i dokładnie przeczesywałam sobie jego umysł, a dokładniej aktualne myśli. Nadal śmiał się z mojej reakcji i miny, gdy mnie pocałował. W sumie z jego punktu widzenia rzeczywiście było to nieco zabawne… ale o czym ja myślę! Czyżbym go usprawiedliwiała? Nie, tu nie ma czego usprawiedliwiać. Postąpił nieodpowiednio, niezależnie od tego czym się kierował. Zeszliśmy schodami i ponownie znaleźliśmy się w białym pomieszczeniu.
- Więc oprowadzanie czas zacząć! – wykrzyknął szczęśliwy Gaspar. I następnie ruszył przed siebie.
- Jak dziecko – mruknęłam zrezygnowana.
Oprowadzał mnie po wszystkim blisko godzinę. Poza pierwszym, żelaznym jak je nazwałam pomieszczeniem oraz trzema ogromnymi salami treningowymi, reszta była stworzona na pozór zwyczajnego domu. Ogromna kuchnia, nawet nie wiedziałam po co, łazienka i salon dla gości, gabinet, pokoje dla mieszkańców i dwa apartamenty dla gości.
- Jak się podoba? – zapytał, gdy ponownie znaleźliśmy się w moim pokoju.
- W sumie… nic specjalnego – mruknęłam znudzona tym całym zwiedzaniem.
- No tak… Bo ogromny, że tak to nazwę – dom, zakopany pod ziemią z żelaznymi ścianami to nic takiego – powiedział nieco rozbawiony.
- Po tym jak dowiedziałam się o wampirach, wilkołakach i całej reszcie to owszem, dom nie jest niczym nadzwyczajnym.
- No może faktycznie – odparł po dłuższej chwili. – Jutro trening o 7 rano, lepiej żebyś była gotowa.
Pokiwałam twierdząco głową. Świetnie. Co za różnica, o której godzinie, skoro ja i tak nie sypiam? W każdym bądź razie… co ja będę robiła przez tyle godzin? Gdy byłam z Liamem, to zawsze coś się działo. Bo jeśli się z nim nie kłóciłam, to szłam do Erin i Ethana lub polowałam. Co miałam teraz robić? Raczej nie miałam ochoty poznawać „sąsiadów”.
- Gaspar… - zaczęłam nieśmiało. Wampir stanął jak wryty.
- Skąd znasz moje imię? – zapytał chłodnym tonem, zbyt chłodnym, niepasującym do niego.
Spuściłam w dół głowę jakby na znak skruchy.
- Z twojej głowy – wyszeptałam.
- Mów czego chciałaś, nie mam dla ciebie czasu.
- Ja… ja tylko chciałam się spytać o jedzenie…
- Masz w kuchni w lodówce spory zapas krwi, również zwierzęcej. Dobranoc. – powiedział ostro i wyszedł z pokoju prawie trzaskając drzwiami. Chyba nie spodobało mu się to, że czytałam mu w myślach i że znam jego imię, ale dlaczego? Może coś przede mną ukrywa, a ja jeszcze tego nie odnalazłam? W sumie… nie obchodzi mnie to. Musiałam nauczyć się chociaż trochę panować na darem, prawda? Musiałam. Dlatego nie mam zamiaru go więcej przepraszać, ani mieć wyrzutów sumienia. Nie zrobiłam nic złego. Tak, właśnie tak… na pewno…
- Cholera! – krzyknęłam po czym rzuciłam się wściekła na łóżko. Chociaż na coś się przyda – pomyślałam.
Po prostu świetnie. Było coraz gorzej, a to dopiero pierwszy dzień. Jakieś pomysły, czy też perspektywy na przyszłość? Brak. Miałam ochotę się zabić, ale przecież byłam wampirem. Popełnienie samobójstwa to nie było jedno machnięcie nożem czy też połknięcie kilku tabletek. To było coś o wiele trudniejszego. Coś, czego sama dokonać zapewne nie mogłam. Potrzebowałam kąpieli… gorącej i długiej. Wstałam więc niechętnie z łóżka i poszłam do łazienki, aby się wykąpać.
- O tak… - wyszeptałam błogo, gdy znalazłam się już w wodzie. Zanurzyłam się cała, i leżałam pod wodą z godzinę. Nie musiałam przecież oddychać. Pewnie siedziałabym tam dłużej, ale woda zrobiła się już letnia, więc postanowiłam wyjść z wanny. Owinięta jedynie ręcznikiem, z mokrymi włosami swobodnie opadającymi na ramiona wróciłam do pokoju, gdzie prawie dostałam zawału. To znaczy, dostałabym, gdyby moje serce jeszcze biło. Na moim łóżku siedział wygodnie rozłożony Desmond – jeśli dobrze zapamiętałam. Tak, młody, jasnowłosy bóg leżał sobie spokojnie na łóżku, a jego oczy uważnie się we mnie wpatrywały.
- Mogę w czymś pomóc? – zapytałam jakby była to zupełnie normalna sytuacja. W sumie, może dla niego była, ale nie dla mnie! Mógłby cholera jasna chociaż zapukać, prawda?
- Przyszedłem sprawdzić jak się miewasz – wyjaśnił uśmiechając się figlarnie, a jego oczach pojawiło się… pożądanie? Nie, na pewno źle to wszystko odczytałam.
- Jak widzisz dobrze – odparłam oschle, kierując się do szafy i wyciągając z niej nowe ubrania. Nie było mowy o żadnej piżamie, bo też po co miałabym ją zakładać, skoro i tak nie śpię? Następnie weszłam do łazienki i zamknęłam drzwi. Wiedziałam, że i tak będziemy mogli normalnie rozmawiać. W końcu wampirze zmysły były doskonałe.
- Poza tym… postanowiłem umilić ci jakoś pierwszą noc…
- Coś sugerujesz? – zapytałam, wychodząc z łazienki.
- Jakże bym śmiał?
Spojrzałam na niego podejrzliwie, jednakże nic nie powiedziałam. Usiadłam na łóżku i zaczęłam rozczesywać włosy. W pokoju zapanowała cisza. Nie miałam zamiaru jej przerywać, jednakże Desmondowi chyba nieco przeszkadzała.
- Więc? –zapytał sugestywnie.
- Więc co? – mruknęłam zirytowana.
- Może… uczyniłabyś mi ten zaszczyt i wybrałabyś się ze mną na spacer? – zapytał i spojrzał na mnie wyczekująco. Jego wzrok mnie przerażał. Czułam się tak, jakby prześwietlał mnie na wylot.
- Jestem zmęczona. Powinnam się położyć – odpowiedziałam szybko, a gdy zrozumiałam sens swoich słów, miałam ochotę palnąć się w głowę za swoją głupotę. Zmęczona, położyć?! Jestem wampirem, co też mi do tego głupiego łba strzeliło?!
- Widzę, że nie jesteś dzisiaj w nastroju. Może innym razem – usłyszałam cichy szept tuż przy uchu. Zamarłam w bezruchu. Przylegał do mnie całym ciałem, był tak cholernie blisko. Opanuj się – myślałam gorączkowo. Jednakże zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować, usłyszałam jego cichy śmiech, a następnie spokojnie wyszedł z pokoju, nawet się nie odwracając. Odetchnęłam z ulgą.
- To za dużo jak na jeden dzień – mruknęłam, a następnie opadłam na łóżko. Musiałam odpocząć i pomyśleć.


Pokornie proszę o komentarze :)
Wymyślona




Szata

Szablon wykonała Scarlet, tylko i wyłącznie dla Tajemnic Miłości!
Szablon działa tylko i wyłącznie w Mozilla Firefox!

O Opowiadaniu


IndexBohaterowieKsięga
PokochajCzytam
PowiadamiamOcenili

Inspiracja

Rozdziały


PrologIIIIIIIVVVIVIIVIIIIX


Kilka słów

Opowiadanie pisane jest bez ogólnego planu. Jednak wszystkie zawiłości, które stworzyłam zostaną wkrótce wyjaśnione. Historia Elizabeth jest opowiadaniem przejściowym do stworzenia czegoś zupełnie nowego. Nie oznacza to jednak, że nie jest dla mnie ważna. Dlatego liczę się z opinią każdego czytelnika i proszę was o szczerą krytykę.